Dotychczas Łódź kojarzyła mi się tylko z szarością, fabrykami starymi jak i nowymi no i oczywiście z polskim tygodniem mody. W ciągu trzech dni skojarzeń jest jeszcze więcej.
W dużym skrócie mówiąc Manufaktura totalnie mnie powaliła. Całkowicie różni się od innych galerii nie tylko ze względu na to, że jest ożywieniem starej fabryki ale i przez to, że jest tam mnóstwo pomysłowych detali. 
Jeśli chodzi o ulicę Piotrkowską to można tam przesiadywać całymi dniami a i nocą też tętni życiem pomimo środka tygodnia. Pełno klimatycznych knajpek, fenomenalnie ubranych ludzi i spektakularnych kamienic. Przyznaję, przesadzałam już fotografując i zachwycając się każdym elementem tych budowli. Jednak bardzo zaskoczyła mnie kamienica bogato prezentująca się z zewnątrz, lecz wewnątrz była obrazem totalnego zaniedbania.


























Zastanawiam się czy kiedyś opanuję się jeśli chodzi o kolekcjkonowanie apaszek, ale odpowiedź na to jest tylko jedna- nie. Zwłaszcza jeśli chodzi o te od Hermes'a.
Za te najprawdziwsze uwżam modele vintage. Posiadają ten prawdziwy charakter, wzór, nowsze modele tworzone są na ich bazie, lecz np w modelu Quintessence z 2010r wydaje mi się wszystko bardziej haotyczne, mniej spójne. Pomimo, że mam ją od roku nie czuję do niej jakiegoś przywiązania. Zupełnie jest inaczej z modelami z Coach (z1960r) i Fleurs de lotus(z 1974r). Są to typowe "Hermes'owskie" wzory, co najważniejsze są pierwsze projekty a nie wariacje w odświeżonym wydaniu. Jeśli chodzi o jakość to jest fenomenalna. Nie mogę pojąć jak apaszka która ma 52 lata moze mieć intensywne kolory nie mówiąc o idealnie trzymających się rolowaniach brzegów. Mam już je może miesiąc i wiem, że w życiu się ich nie pozbędę.






Hermès Fleurs de Lotus

Może to jest moja okropna cecha ale wielbię się w apaszkach od Hermès'a. Do mojej malutkiej kolekcji dołączyła wyjątkowa chusta zaprojektowana przez Christiane Vauzelles w 1976r, więc jest to prawdziwa perełka wśród vintage. Poprzez swoje pastelowe kolory można ją doskonale łączyć z wszystkim, więc sądzę że niebawem zostanie pokazana stylizacja w roli głównej z nią. 
Słonecznego popołudnia:) 




Pepitka na ostro

Najbardziej wyczekiwana rzecz ostatniego tygodnia- zniewalająca spódnica w pepitkę stworzona przez Marcina z preludeofsparroow.blogspot.com . Pierwszy raz gdy zobaczyłam ją na zdjęciach, pomysłam sobie, że to naprawdę bajeczne dzieło ale zaraz pojawiła się obawa i pytanie "jak ja będę w tym wyglądać?!" Jak na mistrza przystało, nawet taka osoba jak ja mogła dobrze wyglądać w niej:)
 Przełamałam swoje obawy i pomimo panującego zimna zabrałam manatki, ubrałam Louboutin'y i udałam się na sesję. Jak widać na zdjęciach była bardzo kombinowana i łamała ogólno przyjęte stereotypy. Oczywiście sama na niektóre rzeczy bym nie wpadła ale od czegoś ma się przyjaciół:)
 Miłego popołudnia, Izabell.